• Wpisów: 192
  • Średnio co: 1 dzień
  • Ostatni wpis: 7 dni temu, 20:08
  • Licznik odwiedzin: 4 114 / 240 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
minakel
 
Znowu przeceniłam ludzi. Ja chyba naprawdę czytam za dużo fantastyki, bo potem wierzę w "prawość", "miłość" i "uczciwość" (tak, to to samo co "prawość"). No w każdym bądź razie zostałam Noblem w skali makro. I teraz wszyscy umieją na sprawdzian z francuskiego, bo mają jego zdjęcie. Ja umiem, bo się uczyłam. Cóż, tak bywa. W końcu sama postanowiłam na to nie patrzeć. Tylko trochę mi głupio, że teraz zostałam bohaterem (pardon, że byłam bohaterem dopóki nie wtrąciłam się do dyskusji na forum), bo podsunęłam ten genialny pomysł. Do łba by mi nie przyszło, że mogą tak serio zrobić. No trudno. Nie potępiam, nie pogardzam, tylko mi wstyd, że przyczyniłam się do tego, że oni zrobili coś (w moim niedzisiejszym podejściu) nieuczciwego. Świat się chyba zmienił od czasów Robin Hooda, bo teraz wszystko wygląda jakoś inaczej i pewne granice są bardziej elastyczne. Najwyższy czas się tego nauczyć, bo inaczej kiepsko będzie ze mną. I tak już prawie nie mam przyjaciół, a po tym, jak napisałam trochę rozszerzoną wersję tego co tu na fejsbuku, to chyba mam ich jeszcze mniej.
Chyba czas się dorealnić... Nie czytałam jeszcze "Ogniem i Mieczem".

Mam nadzieję Magdaleno, że nie masz mi za złe moich staroświeckich i naiwnych poglądów. Wierz mi, nie miałam zamiaru Cię w jakikolwiek sposób pogrążyć, upokorzyć czy zasmucić - tylko chciałam żeby pewne rzeczy stały się jasne. Pocieszę Cię tym, że masz więcej lajków na fejsbuku i dostaniesz lepszą ocenę z francuskiego. Przepraszam, po prostu mi wstyd - nie tyle za to, co się stało, ale za siebie. Następnym razem zamknę tą głupią mordę, zanim znowu narobi komuś kłopotów.
  • awatar .Kia.: Chyba powinno Ci wystarczyć to, że Ty potrafisz a inni nie :)
  • awatar Noellee: Hahahahahaha i tak cię kocham Sakkie luz <3 :D A w sumie to nawet nie skojarzyłam, że to Ty podsunęłaś pomysł.. tylko usłyszałam głos z nieba (czyt. z klasy), szepczący "Zajrzyj tam, zajrzyj tam". I wtedy, jak to mawia G, obudziły się we mnie... "zwierzęce instynkty". I nie głupią mordę, bo kto zgarnia wyróżnienia i dobre wyniki z konkursów z przedmiotów ścisłych co? :D W sumie... gdyby Kacper tego nie wstawił to bym też do tego nie zajrzała, bo kiedy doszły mnie słuchy, że Czach podejrzewa to chyba nawet to usunęłam :O Poza tym nie kazałam mu tego wciskać na fejsa (tak, w tym momencie próbuję się nie pogrążać jeszcze bardziej :)) I niczego nie mam za złe ! :D
  • awatar Noellee: A co do lajków, bo dopiero to teraz zauważyłam, to pokazuje jakie mamy "naiwne społeczeństwo (wybaczcie), ale kiedy ja wyrażam opinie tylko, to wszyscy wygodniccy jak potulne pieski idą za mną "lajkując", bo nie chciało im się samemu ogarniać. Ja należę do tych, co by sobie bez gotowca poradzili... Ale cóż. Ponieważ tam byłam z Jerrym i Nel to zostałam wciągnięta w intrygę. Miejmy nadzieję tylko, że nic się nie wyda. :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (10) ›
 

minakel
 
Ponieważ mam obecnie informatykę, to musze się niestety streszczać, bo (mimo wszystko) pani czasami zwraca na nas uwagę. No to dlaczego nie lubię dętek? Otóż, byłam wczoraj u Martyny coby zrobić projekt na religię (i tak kończe w domu) no i ponieważ mieszka niedaleko, to postanowiłam wybrać się rowerem. I tu jest haczyk - mój rower był w domu, a ja byłam u babci (jakieś 4 km). Więc w zaistniałej sytuacji postanowiłam wybrać się do Martyny rowerkiem z drugiej klasy szkoły podstawowej. Wszystko było okey, dojechałam (jakoś) i nawet coś tam zaczęłyśmy z tą religią, apotem pojechałyśmy do biblioteki. Była zamknięta z powodu remontu. Więc pojechałyśmy do innej biblioteki. I była zamknięta do odwołania. Więc na pełnym hardcorze postanowiłyśmy pojechać do biblioteki obok mojego domu (jakieś 3,5 km). No i na początku trasy pękła mi dętka. Z pękniętym kołem mężnie dojechałam do biblioteki (która zresztą była czynna tylko do 14:30, więc i tak nie wypożyczyłyśmy Martynie "Gry o Tron"), a potem do mnie do domu, gdzie zmieniłam rower. Wróciłyśmy do mojej babci, skąd Martyna pojechała do domu, a ja popędziłam na tramwaj, żeby zdążyć na angielski (co zabawne - zdążyłam). A ponieważ każda bajka dobrze się kończy, to teraz chociaż mam pękniętą dętkę, to jednak mam dobry rower u babci. I jeździła długo i szczęśliwie. KONIEC.
 

minakel
 
No to zacznę może od takiego nic nie wnoszącego faktu, że od jakiegoś czasu zasypiam sobie przy muzyce. Nie było by w tym może nic złego, gdyby nie to, że potem rano mam rozładowane mp3 i nic dziwnego, gdyby nie to, że udało mi się zasnąć przy rozkręconym na połowę maksymalnej głośności "Everybody's fool". W cichym pokoju - to naprawdę jest głośno. Może to tłumaczyłoby dlaczego mam depresję przy kupowaniu spodni... Ale może nie.

Dalej, jakiś tydzień temu uznałam, że skoro jedni zbierają płyty, inni guziki (- W jakim ty świecie żyjesz, Zuzanno?; z poważaniem, Minakel, jeszcze inni zbierają baty, no a ja kurcze blade nic. No to postanowiłam zacząć coś zbierać. A ponieważ to ja, a Temudżyn w 1206 roku został Czyngis-chanem, to Bubble Shooter.

Swoją kolekcję przedstawię poniżej, ze specjalnym opisem dla daltonistów.

Miałam tez wyjaśnić dlaczego nie lubię dętek, ale właśnie przekonwertował mi się Robin Hood, więc wyjaśnię to jutro, jak się uda, to na informatyce, a jak się nie uda, to później.

Pozdrawiam - dzieci, jeśli wciąż jeździcie na rowerze od Pierwszej Komunii Świętej, mimo że macie już 15 lat, strzeżcie się.
 

minakel
 
Siedzę na tarasie i się smażę. Uznałam, że zrobię sobie mrożonej herbaty. Wpisałam w google "jak zrobić mrożoną herbatę", ale przepisy były zbyt skomplikowane. Zrobiłam ją według własnego przepisu. Oto i on. <Czyli Zuzanna aspiruje do miana blogu kulinarnego.>

*Składniki:*
> jedna torebka herbaty (użyłam Green Tea Lemon)
> trochę wody
> lód w kostkach
> czajnik
> cytryna
> miód/cukier do smaku
> parasolka dla szpanu
> liście mięty, jeśli ktoś dysponuje (ja nie dysponowałam, a do sklepu nie chciało mi się iść)
> wysoka szklanka dla efektu "piję mohito"

*Sposób przyrządzenia:*
Zaparz herbatę w około 1/4 kubka i dodaj cukru lub miodu, tyle, ile byś dodał do normalnej herbaty. Do szklanki nasyp lodu (im więcej tym lepiej) oraz wsyp liście mięty i przelej doń herbatę (nie czekaj, aż wystygnie, bo zmętnieje). Następnie dolej tyle wody, ile potrzeba, żeby wypełnić szklankę. Teraz zajmijmy się efekciarską stroną herbaty - przecież chodzi ci głównie o zazdrosne spojrzenia sąsiadki zza płotu. Na brzegu szklanki ułóż plasterek cytryny i wstaw parasolkę. Pij ze słomką. Ot i gotowe! Tylko uwijaj się z ozdabianiem, bo przy 38°C i gorącej herbacie lód topnieje w zastraszającym tempie.
IMAG0435.jpg

*Dodatkowe rady:*
> Możesz dolać też trochę toniku, wody gazowanej, Kubusia, dżemu albo jakiejkolwiek innej substancji rozpuszczalnej w wodzie.
> Ale lepiej tego nie rób.
> W ogóle lepiej nie rób tej herbaty, bo jest naprawdę obrzydliwa.
  • awatar Sunt ratacit.: ...ale mimo wszystko szpan jest.
  • awatar Minakel: A w sumie czy cokolwiek liczy się bardziej niźli zwyczajny, dobry szpan?
  • awatar Sunt ratacit.: No patrząc na tę piękną, żółtą parasolkę nie przeczę :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

minakel
 
Panie i panowie, w Poznaniu mamy rekordową temperaturę 38°C. Oficjalnie chcę ogłosić, że dzień dzisiejszy nie nadaje się do niczego oprócz sączenia zimnego napoju na dworze przy dobrej książce (bo na laptopie i tak nic nie zobaczysz). Fajnie jak jest ciepło, ale trochę mniej fajnie, kiedy musisz wejść do domu, żeby odetchnąć. Ale mimo to, że na dworze ciężko wytrzymać, to grzechem byłoby siedzieć w domu. Chciałam wyjść na rower, ale przy 38°C to po prostu niewykonalne, więc siedzę sobie na tarasie, piję mrożoną herbatę własnej roboty, czytam i staram się zebrać w sobie, żeby ruszyć się po lody do sklepu (oddalonego całe 200 metrów od mojego domu), ale jakoś mi się nie chce.

A tak w ogóle, to mam dzisiaj piętnaste urodzinki i czuje się dużo poważniej niż wczoraj. To straszne tak się starzeć. Z każdym rokiem mam mniej i mniej lat, żeby robić głupie i bezsensowne rzeczy. Jeszcze dziesięć lat i będzie trzeba trochę dorosnąć, w końcu nie można całe życie jeździć konno, strzelać z łuku, niczym się nie przejmować i wyciągać kasę na kino... A w sumie, dlaczego nie? Nie wiem, póki co mam jeszcze to dziesięć lat, a potem się zobaczy. Najwyżej bogato wyjdę za mąż.
  • awatar Sunt ratacit.: KTÓRE?! Ej, panna! Po Twoim stylu pisania można dojść do wniosku, że jesteś co najmniej w moim wieku. W każdym razie wszystkiego co najlepsze, spełnienia marzeń i niech słonko aż tak w ukochanym przeze mnie Poznaniu nie nakurwia.
  • awatar mała czerwona kuleczka: Och. 38 stopni... U mnie, koło Rzeszowa, pewnie też tyle będzie. A ja na dodatek mam poparzenia słoneczne z wczoraj. :< No ale... Sto lat, sto lat! Spełnienia marzeń! I dużo zdrowia. : )
  • awatar Minakel: @Sunt ratacit.: Dziękuję, rozumiem, iż jest to komplement. ;> Słoneczko już i tak daje z siebie wszystko, więc może niech lepiej troszkę zwolni, bo ze mnie i tak już taki jeden skwarek (albo raczej burak, bo mam uczulenie na słońce). @mała czerwona kuleczka: Dziękuję również. Poparzenia słoneczne to nieodłączna część mojego piętnasto-letniego życia. Niestety... znam ten ból.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

minakel
 
Wyprawiałam dzisiaj urodzinki. I miał być kucyk, ale go nie było. Kucyki są wredne. W ogóle to impreza byłą w stadninie, bo tylko tam znalazłam miejsce na rozpalenie ogniska. No więc było ognisko na urodzinki. Ale bez kucyka.
Nie chce mi się specjalnie pisać, więc i pisać nie będę specjalnie dużo. Bo i co tu pisać - no po prostu zleciało się dzikie stado z mojej klasy, a jak się zleci dzikie stado z mojej klasy, to potem nic nie pamiętasz. Dzisiaj na szczęście skończyło się tylko na rzucaniu nożami (Martyna wbiła w kłodę, a ja nie) i robieniu finty z badylem od ogniska. Ale bywało gorzej. I to na trzeźwo!
  • awatar Noellee: "Bo i co tu pisać - no po prostu zleciało się dzikie stado z mojej klasy, a jak się zleci dzikie stado z mojej klasy, to potem nic nie pamiętasz." i "A ta najładniejsza z prawej bez wyretuszowanego nieudolnie tyłka to ja." <33 Party u Zuzanny. <3
  • awatar uncheerful: Jak pięknie opisujesz swoje koleżanki, nie ma co.
  • awatar Minakel: Na szczęście moje koleżanki to rozumieją i same się z tego śmieją. ;>
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (6) ›
 

minakel
 
Kiedy tydzień temu szłam na przystanek, mijałam drzewo "mirabelkowe", które pięknie kwitnie na biało. Idąc dzisiaj wyrzucić śmieci również tamtędy przechodziłam, ale z cudnych, białych kwiatków zostały tylko brązowe, suche kikuty. Zabawnym może się wydawać, jak szybko te kwiatki przemijają. Ale w gruncie rzeczy - czyż nasze życie jest więcej warte od tych ulotnych, nieszczęsnych, białych płatków? Tak jak one zakwitamy szybko i równie szybko opadamy.
Straszna jest ta świadomość, że jeszcze dwa tygodnie temu z nim rozmawiałam, że jeszcze dwa tygodnie temu posprzeczałam się z nim, bo znowu zapytał "Czy nie obrać Zuchnie jabłuszka". Jeszcze tydzień temu był taki prawdziwy, a dziś...? Dziś jest już częścią przeszłości. Jak można z tym żyć dalej? Jak można nad tym przejść do normalności? Teraz, kiedy on powoli staje się mitem i bajką. Kiedy go już po prostu nie ma.
Pamiętam pusty kościół. Nie wiem dlaczego, ale wchodziłam pierwsza. Zupełnie sama w obcym, zimnym wnętrzu. A przede mną trumna. I pustka. I ściany. Podeszłam na ołowianych nogach do ławki i opadłam na nią ciężko. Znowu szloch. Obiecałam, że nie będę. Ale jak nie płakać? Wszyscy wchodzący za mną dotykają trumny, całują ją - ja nie mam siły. Nie potrafię. Bo i co to zmieni? Czymże jest ucałowanie dębowej deski. Ono nic nie znaczy. Ono nie zwróci życia. Ono nie jest tym samym, co przytulenie się do niego. Tak, przytulić się do niego. Do kogokolwiek! Nigdy jeszcze tak beznadziejnie nie potrzebowałam, żeby ktoś mnie przytulił. Ale muszę być dzielna. Mama i babcia są. I siostry. Ale one jeszcze nie rozumieją. Do nich to dopiero dotrze. Kiedyś. Kiedy będą chciały wyjść na rower albo pójść do sklepu. Do mnie też to jeszcze nie dotarło. I boję się tej chwili. Nie dopuszczam jeszcze tej myśli, że to naprawdę koniec. Wierzę, że to jeszcze nie koniec - czy mogłabym nie wierzyć? To przecież jedyna nadzieja. Nadzieja, że jemu jest teraz lepiej. Zaczęła się msza. Skończyła się msza. Kolejne chusteczki upycham w kieszeni. Idziemy na cmentarz. Ludzie podchodzą, całują mnie w czoło, mówią jak im przykro. Jak to dobrze, że tata ze mną stoi. Dobrze, bo nogi się pode mną uginają. Wiem, że powinien pójść i stanąć z mamą - ale wiem też, że bez niego nie dam rady ustać. Wszystko wydaje się być takie bezsensowne.
Ludzie odchodzą rozmawiając ze sobą - dlaczego rozmawiają?
Kwiaty są takie kolorowe - dlaczego są kolorowe?
Słońce świeci - dlaczego świeci?!
Jak ono w ogóle śmie?
Ktoś podaje mi chusteczkę. Widać znowu się rozpłakałam. Nie powinnam. Ale płaczę. To trwa wieczność. Ludzie przychodzą, wciąż nowi i nowi. Nie znam większości z nich. Ale i tak nie patrzę im w twarz. Nie potrafię. Odpowiadam tylko "dziękuję" i "dziękuję". Nie wiem czy słyszą. Co mnie to obchodzi, czy słyszą? Kilka razy widzę go w tłumie. Ale to nie on. Kilka razy słyszę jego głos. Ale to nie on. To już nigdy nie będzie on. Nigdy. I teraz do mnie dociera - nigdy. Chce mi się płakać, ale brakuje łez. Chce mi się krzyczeć, ale głos więźnie mi w gardle. Nigdy.
Od poniedziałku pracuję na nowe życie - bez niego. Nie jest łatwo. Wszystko wydaje mi się niewłaściwe - wszystko, co zwykłe. Bo przecież bez niego nic nie może być zwykłe. Już zawsze wszystko będzie inne. Chociaż przecież i tak nie byłoby go ze mną w szkole, w domu, teraz... To jednak chodzi o pewną świadomość, że jest. A raczej, że go nie ma. I że już nigdy nie będzie.
 

minakel
 
Więc ten weekend był cudowny. Wieś była cudowna, konie były cudowne, leżenie na sianie było cudowne... I teraz walę koniem, mimo że dwa razy myłam głowę.
Generalnie rzecz biorąc, to chcę żyć tak, jak właściciele stadniny, właśnie na takim zadupiu, gdzie do sklepu idzie się 10 minut (ja bym chciała, żeby się szło 45 do sklepu, ale to już szczegóły) - mieli tam czerwone Frugo - i gdzie wszyscy się znają, bo "miasteczko" to są cztery i pół domu i gdzie kiedy mam ochotę przywdziewam bryczesy i patatajam (ale ja bym miała tylko swojego jednego konia - wciąż myślę nad imieniem: dumny Gryf, epicka (dosłownie) Płotka, królewskie Ignis, zwiewne Avit czy po prostu Strzała?). Takie wiejskie, piękne życie, w którym pracuję w stadninie, ubieram konia, jeżdżę godzinkę, dwie, ewentualnie siedem, a potem wracam, rozbieram konia i idę legnąć w stogu siana słuchając ptasich rozmów i żując źdźbło trawy (to już tylko dla efektu).

A tak w ogóle, to dzisiaj galopowałam po raz pierwszy w życiu świadomie. Ale na lonży, dlatego też tego galopu nigdy nie było. Galopowałam trzy razy i spadłam tylko raz, ale niespecjalnie się poobijałam, bo w odpowiedniej chwili wyczułam, że "nie jest dobrze" i wysunęłam nogę ze strzemienia. A potem straciłam równowagę i zjechałam po siodle. Ale i tak było warto.

+NOWOŚĆ: muszę to zrobić!
 

baby1
 
minakel
 
natka@: Cześć! Ile masz lat bo blog zaj**isty! Lubisz film "Titanic"? Wbijaj!
Ps.Kim zostaniesz jak dorosiniesz? Bo byłabyś super pisarką! :)
  • awatar .Kia.: :D mistrzostwo ;)
  • awatar natka@: Co? mistrzostwo? Czemu?
  • awatar Minakel: Hu hu, dziękuję. :> Tak się składa, że mam zamiar zostać dziennikarką (ale jak mi się będzie chciało, to popełniłabym książkę czy dwie). Mam 14 lat, ale ten stan zmieni się z dniem 30 kwietnia 2012 roku. A "Titanic" - przecież wiadomo, że wszyscy go kochają! ;)
Pokaż wszystkie (3) ›
 

minakel
 
Do wszystkich, którzy łudzili się, że w "poprawionej" wersji Jack przeżyje: nie przeżył.
Też miałam na to nadzieję...
Generalnie rzecz biorąc, to chyba jedyna różnica między tym w kinie w 3D, a tym w domu przed telewizorem jest taka, że za ten pierwszy płacisz 23 złote (teoretycznie, bo dochodzą jeszcze do tego słodycze i inne popcorny i kawa w Starbucksie - nigdy nie kupujcie dużej kawy przed trzygodzinnym seansem! Nigdy! - i tak dalej). Ale w sumie każda cena dobra, żeby zobaczyć Leosia na dużym  ekranie, co nie?
Kolega chciał, żebym wrzeszczała "James, nie!" i jak już dostał opieprz za ten rażący błąd merytoryczny, to Martyna obiecała, że mu to nagra (wciąż rewanżuje się za to, że sprzedałam ją za jakiś badziewny rysunek), ale nie nagrała, bo się nie darłam, tylko się śmiałam, bo mi się coś przypomniało. A ludzie wokół płakali. I poczułam, że nie mam serca. I Martyna powiedziała, że jestem jak Orlando Bloom w trzeciej części "Piratów z Karaibów" (i to nie miało znaczyć, że wyglądam oszałamiająco, tylko że nie mam serca).
Ale bądź co bądź, kiedy nie chce się już żyć na piątkowym francuskim, zawsze miło jest karmić się wizją oglądnięcia sobie "Titanica".

A tak poza tym, to jutro wyjeżdżam na weekend na wieś do stadniny (!) i nie będę mieć telewizora, komputera ani niczego innego. Więc jestem szczęśliwa i będę patatajać z koleżankami w stronę zachodzącego słońca. Szkoda tylko, że jedynie na weekend...